ukraina pomoc
Uncategorized

Wypatrują świątecznego cudu – dzieci wojny z Ukrainy

Gdy zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, dzieci zaczynają wypatrywać cudów. Dla większości z nas są one ukryte pod choinką, w zapachu pierników i w ciepłym domu. Dla dzieci dotkniętych wojną cud oznacza coś znacznie prostszego – bezpieczeństwo, pełny brzuch i poczucie, że ktoś o nich pamięta.

Tak jest w przypadku Zosi.

Historia Zosi

Ojciec Zosi zginął na froncie. Jej mama przebywa dziś w szpitalu psychiatrycznym. Do Oratorium „Ziarenko” dziewczynkę przyprowadza babcia lub starszy brat. Jeszcze rok temu na każde pytanie odpowiadała tylko jednym słowem: „Zosia”. Milczenie było jej tarczą.

Dziś powoli odzyskuje głos i zaufanie. Podczas zabawy czasem opowiada, że policja zabrała mamę, bo wybiła okna. Innym razem przyszła z siniakami na twarzy i sianem we włosach – musiała z babcią chować się w szopie przed przemocą w rodzinie.

Zosia i jej bliscy każdego dnia otrzymują od nas ubrania, jedzenie i wsparcie. Dzieci takie jak ona często przychodzą do „Ziarenka” głodne. Zanim rozpoczniemy zajęcia, pierwsze kroki kierujemy do kuchni – tam czeka ciepła zupa mleczna, herbata, kanapka, kakao. To drobne gesty, które dla tych dzieci znaczą bardzo wiele.

„Ziarenko” – miejsce, gdzie dzieci odzyskują dzieciństwo

Siostry Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny przybyły do Jazłowca w 1863 roku, niosąc ze sobą figurę Matki Bożej Jazłowieckiej – znak opieki i nadziei, obecny w tej wspólnocie do dziś. Po dramatycznych wydarzeniach II wojny światowej siostry musiały opuścić swój dom. Powróciły dopiero w 2000 roku, by na nowo podjąć misję wychowania, opieki i służby najbardziej potrzebującym.

W ubiegłym roku w Trybuchowcach, 12 kilometrów od Jazłowca, powstało Oratorium „Ziarenko” bł. Marceliny Darowskiej – filia domu zakonnego.
Miał to być mały punkt spotkań, a stał się codziennym przedszkolem i świetlicą dla dzieci, które nie miały dokąd pójść – opowiada s. Julia, przełożona klasztoru w Jazłowcu.

Na stałe zapisanych jest 16 dzieci, ale popołudniami przychodzą kolejne – by zjeść ciepły posiłek, odrobić lekcje i spędzić czas w bezpiecznym miejscu. Większość z nich wychowują samotne mamy. Ojcowie zginęli na wojnie lub uciekli za granicę. Rodziny żyją w głębokiej biedzie, często bez dostępu do opieki lekarskiej.

Dom, który ratuje życie

Od pięciu lat w domu sióstr mieszka pięcioro rodzeństwa: cztery dziewczynki i siedmioletni chłopiec. Trafili do nas z bardzo trudnych warunków. Ich mama, zmagająca się z uzależnieniem od alkoholu, oddała dzieci do internatu dla osób z niepełnosprawnością intelektualną – choć dzieci jej nie miały.

Pamiętamy dzień wizyty w ich domu. Najstarsza, trzynastoletnia dziewczynka gotowała obiad. Na pytanie, co przygotowuje, odpowiedziała cicho:
„Makaron i herbatę… do tego chleb.”
O śniadanie zapytałyśmy o godzinie 16.00. Odpowiedź była taka sama.

Dzięki współpracy z lokalnymi władzami całe rodzeństwo zamieszkało w Jazłowcu. Dziś mają zapewnioną edukację, opiekę medyczną, jedzenie i poczucie bezpieczeństwa. Dla nich ten dom jest jedynym miejscem, które mogą nazwać domem.

Pomoc, która dociera tam, gdzie jest najbardziej potrzebna

Codziennie odwiedzamy również trzech chłopców z Jazłowca, wychowywanych przez samotnego ojca. Mimo jego ogromnych starań często brakuje im podstawowych rzeczy: ciepłych ubrań, jedzenia, środków higieny. Zapewniamy im odzież, produkty spożywcze i gotowe, ciepłe posiłki dowożone bezpośrednio do domu.

Każda taka wizyta to coś więcej niż pomoc materialna. To sygnał: nie jesteście sami.

Świąteczny cud wciąż jest możliwy

Na dziś udało się zebrać 6 670 zł z potrzebnych 15 000 zł.
Każda wpłata to kolejny krok ku temu, by dzieci takie jak Zosia mogły przeżyć Święta bez lęku, głodu i samotności.

One naprawdę wypatrują cudu.
Razem możemy sprawić, by ten cud się wydarzył.

Dowiedz się więcej na stronie naszej zbiórki:TUTAJ