Najnowsze wpłaty

Katolicka szkoła w muzułmańskim świecie. Dodajmy skrzydeł dzieciom z Kunkujang, Gambia

0zł z 20,000zł raised

W szkole spędzamy najważniejsze lata. Tutaj dorastamy, poznajemy świat i budujemy swój charakter. Dobra szkoła daje oparcie i równe szanse każdemu dziecku, niezależnie od tego, z jakiego domu wychodzi. Jednym słowem – szkoła powinna dodawać skrzydeł. Ze zdobytą wiedzą i umiejętnościami dzieci wyruszają w dorosłość. Dlatego szkoła powinna też motywować do jak najintensywniejszego wysiłku. W naszym świecie to banał. A w Afryce…?

Trudno tutaj rozwinąć skrzydła...

Można odnieść wrażenie, że obowiązek szkolny w Gambii to bardziej obowiązek niż nadzieja na lepszą przyszłość. Można odnieść wrażenie, że często pojawienie się w szkole w białych skarpetkach i czystym mundurku stanowi już szczyt mistrzostwa. Piaszczyste, pokonywane na piechotę drogi, pył na szkolnym podwórzu, zdarte i dziurawe betonowe podłogi klas lekcyjnych. Smutny obraz gambijskiej rzeczywistości. Otrzymywane od rządu środki na remont szkoły są mikroskopijne, szczególnie w sytuacji, kiedy wszystko wokół wymaga remontu. Brak też pomysłu, co zrobić.

W tej rzeczywistości pojawia się inny świat. Wspaniały świat, w którym wszystkie te problemy nie istnieją, gdzie chciałoby się żyć. Gdzie jest ten świat? Na małym ekranie telefonu komórkowego, często popękanego i odrapanego, ale zapewniającego dostęp do internetu i bajecznych obrazów z krajów europejskich lub Ameryki Północnej. Każde gambijskie dziecko może się łatwo przekonać, że „tam” wszystko jest. Czy ten obraz motywuje do pracy nad sobą? Nie. Jest u źródeł marzenia o wyrwaniu się tam gdzieś, do innej rzeczywistości. Braki w zdobywanej w ciężkich warunkach wiedzy powodują, że w tym wyobrażeniu – o czym często mieliśmy okazję się przekonać – Europa to jeden twór, gdzie wszyscy używają języka angielskiego lub francuskiego, posługują się euro lub dolarami i mają śródziemnomorski klimat.

Nie można zabierać ludziom marzeń, ale można im pomóc, żeby zdobyli szeroką wiedzę pozwalającą na rozumienie świata i umiejętności, które umożliwią im budowanie wokół siebie lepszej rzeczywistości. Jeśli sprawdzą się w tym, na pewno cały świat będzie stał przed nimi otworem.

Marzenia o szerokiej wiedzy kończą się w tej zdewastowanej bibliotece...

Szkoła we wsi katolickiej, jedynej w muzułmańskiej Gambii

Miejscem naszych działań jest wyjątkowy ośrodek. W Kunkujang w Gambii jest Zespół Szkół im. św. Franciszka z Asyżu. Przedszkole, szkoła podstawowa, gimnazjum i liceum. Uczęszcza do nich prawie 3 000 uczniów. Są wśród nich mieszkańcy Kunkujang i katolickich enklaw w okolicznych wsiach, ale też dzieci muzułmańskie z okolicznych wsi.

Kiedy kończą się lekcje, na ulice wylewa się fala dzieci...

Ponieważ relacje muzułmańsko-chrześcijańskie są tutaj bardzo dobre, nikomu to nie przeszkadza. Widać jednak, że katolicy wolą, by ich dzieci uczyły się w katolickich placówkach – stąd ich wielka determinacja w budowaniu małych szkółek i wysyłanie starszych dzieci do tej naszej, choć jest od nich daleko. Program w szkołach katolickich i muzułmańskich jest taki sam. Główna różnica polega na tym, że w szkołach muzułmańskich obowiązuje tamtejszy strój i reguły (dziewczęta noszą nakrycia głowy zakrywające włosy) oraz nie ma lekcji religii.

Szkoła jest zarządzana przez salezjanów, ponieważ cała wieś to efekt starań i wysiłku ks. Sharpa, duchownego, który w latach 70. został skierowany z posługą duszpasterską do grupy uchodźców z Gwinei Bissau. Jednym z pierwszych założycieli i filarów tej misji (w czteroosobowym zespole z Peru, Nigerii i Indii) był polski misjonarz – ks. Piotr Wojnarowski SDB. Wprowadził on tam salezjański charyzmat pracy z najuboższą młodzieżą.

Chciałabym dodać, że Zespól Szkół w Kunkujang jest w Gambii jedyny w swoim rodzaju. To publiczna szkoła zarządzana przez księży salezjanów, w jedynej w muzułmańskiej Gambii wsi katolickiej. To trochę wstyd, że wszystkie okoliczne szkoły prowadzone przez muzułmanów są już dawno wyremontowane, a ta staje się coraz mniej konkurencyjna - mówi Anna Kister, która wspólnie z mężem od lat wspiera tę szkołę i jest inicjatorkę tej zbiórki.

Kim jesteśmy i dlaczego pomagamy?

Anna Grażyna Kister, absolwentka KUL, działaczka opozycji antykomunistycznej, pisarka. Mąż, Włodzimierz Domagalski-Łabędzki, absolwent Uniwersytetu Łódzkiego, działacz opozycji antykomunistycznej, pisarz.

10 lat temu zobaczyliśmy afrykańską biedę i poprosiliśmy ss. klawerianki o więcej informacji i to one, w kolejnym roku, skontaktowały nas z salezjanami, którzy właśnie obejmowali parafię w Kunkujang. Od tej pory, rok po roku, staraliśmy się zaspokoić większe i mniejsze potrzeby tamtej społeczności. W Kunkujang bywamy co roku od 2018, za każdym razem realizując jakiś projekt. W ten sposób poznaliśmy miejscowych, z wieloma zaprzyjaźniliśmy się, znamy ich potrzeby i możliwości. Zaskarbiliśmy też sobie ich zaufanie i to umożliwia nam realizowanie kolejnych pomysłów.

Oddajemy głos Annie Kister. Razem z mężem od lat zostawiają w Kunkujang serce i mnóstwo pracy – oto jej osobista relacja z tego, co wspólnie udało się już dokonać

W czasie ostatniego wyjazdu do Kunkujang w Gambii mieliśmy poważny dylemat – nie udało się nam zebrać pieniędzy pozwalających na wykonanie założonych, bardzo ambitnych celów. Ale to, co zebraliśmy, postanowiliśmy wykorzystać na poprawę warunków w zespole szkół w Kunkujang. Ponieważ wcześniej wysłaliśmy tam paletę m.in. z płytkami podłogowymi do przynajmniej jednej sali lekcyjnej (przypominam, że te sale mają najczęściej po 90 m2), zamiarem minimum było położenie tej podłogi, a potem Jak Bóg da.

Poniżej zdjęcia przedstawiające podłogę przed i po remoncie.

I Bóg dał. Przede wszystkim trochę rozsądku. Kiedy podłogi były kładzione i szukaliśmy, co by tu jeszcze z podłogami zrobić, popatrzyliśmy do góry i zobaczyliśmy dziury w dachu. Co dają nowe podłogi, jak deszcz leje się na głowę? Problemem było to, że na wymianę całego dachu pieniędzy było za mało.

Trochę się miotaliśmy. Bo dach ważny, a pieniędzy nie rozmożymy. Wtedy pojawił się pomysł, którym udało się „zarazić” dyrekcję szkoły. Czy, jeśli możemy dołożyć do tej wymiany dachy więcej niż połowę potrzebnej kwoty, to szkoła i rodzice dołożą resztę? Czy skupić się na mniejszych wyzwaniach?

Dyrektor szkoły i Komitet Rodzicielski powiedzieli „tak”. A oto efekt tej współpracy nowy dach.

Udało się! Nowy dach przykrył aż 400 metrów kwadratowych powierzchni

Wcześniej przymierzaliśmy się – w ramach mniej ambitnych projektów – do wyremontowania jednego z rozpadających się ciągów komunikacyjnych wzdłuż jednego z budynków szkolnych (jest ich razem około dziesięciu).

Tak wyglądają...

W chwili, kiedy zaangażowaliśmy się w wymianę dachu – wiadomo było, że tym się już nie zajmiemy. Ale… Zdejmowane z budynku stare blachy są w całej Afryce cenną rzeczą. Dyrekcja szkoły chciała je wykorzystać do ogrodzenia ogródka, chyba część rozdać. Wtedy zaproponowaliśmy, żeby je sprzedali i dołożyli to do remontu ciągu komunikacyjnego. Decyzja zapadła szybko. Kiedy przed wyjazdem kupiłam farbę do betonu i zapytałam, co teraz z tym podestem będzie, usłyszałam odpowiedź: Jak to co, mamy pieniądze ze sprzedaży blach i remontujemy. I wyremontowali.

A taki był efekt...

Nowe wyzwania – na co zbieramy tym razem?

Przed powrotem do Polski umówiliśmy się z dyrektorem Senior School, że następnym razem wspólnie, z udziałem miejscowej społeczności, będziemy kontynuować remont zespołu szkół. Zinwentaryzowaliśmy najważniejsze potrzeby:

1. Wymiana dachów na dwóch kolejnych budynkach, w tym w jednym z nich dachu i konstrukcji dachu. Potrzebujemy: 15 600 zł (780 m² dachu po 20 zł za metr).

2. Zakup 3 szaf z kluczem do pokoju nauczycielskiego w Senior School, takich, jak dwa lata temu kupiliśmy do Basic School (niestety, wszystko ginie i nauczyciele nie mają gdzie zostawiać swoich rzeczy). Potrzebujemy: 1800 zł (3 szafy po 600 zł każda).

3. Podłogi – minimum wyrównanie powierzchni jednej sali lub ciągu komunikacyjnego i pomalowanie farbą do betonu. Potrzebujemy: 1500 zł.

Do tego dojdą jeszcze koszty transportu, co da w przybliżeniu kwotę 20 000 zł.

Właśnie w ten sposób kontynuujemy poprzedni projekt i prosimy o wsparcie. Każda wpłata to krok bliżej do szkoły, która naprawdę „dodaje skrzydeł”. Dziękujemy za Waszą pomoc!

Wyobraź sobie szkołę, która zamiast dawać nadzieję na lepszą przyszłość, straszy zdewastowanymi klasami, dziurawym dachem i zrujnowaną biblioteką. Tak wygląda rzeczywistość w Zespole Szkół im. św. Franciszka z Asyżu w Kunkujang – jedynej katolickiej wsi w muzułmańskiej Gambii. Choć uczy się tu blisko 3 000 dzieci różnych wyznań, a relacje są pełne szacunku, placówka drastycznie niszczeje i przegrywa konkurencję z zadbanymi szkołami w okolicy.

Anna Kister i Włodzimierz Domagalski-Łabędzki od 2018 roku regularnie wracają do Gambii, by osobiście zmieniać ten smutny obraz. Wspólnie z misją salezjanów, dyrekcją i komitetem rodzicielskim dokonali już niemożliwego – zebrali środki i zmobilizowali lokalną społeczność, by położyć nowe podłogi i wymienić aż 400 m² zniszczonego dachu!

Dzieci z Kunkujang marzą o lepszym świecie, który widzą jedynie na popękanych ekranach telefonów. Nie zabierajmy im marzeń – dajmy im edukację i narzędzia, by sami mogli budować lepsze jutro wokół siebie. Przed nami kolejny krok. Zbieramy fundusze na:

  1. Wymianę dachów i konstrukcji dachowych na dwóch kolejnych budynkach.

  2. Zakup zamykanych szaf dla nauczycieli do Senior School, by chronić ich rzeczy przed kradzieżami.

  3. Wyrównanie i odnowienie zniszczonych podłóg betonowych.

Każda wpłata to realny krok bliżej do bezpiecznej, czystej szkoły, która naprawdę „dodaje skrzydeł”. Pomóż nam kontynuować to dzieło!

0zł z 20,000zł raised

0zł z 20,000zł raised

W szkole spędzamy najważniejsze lata. Tutaj dorastamy, poznajemy świat i budujemy swój charakter. Dobra szkoła daje oparcie i równe szanse każdemu dziecku, niezależnie od tego, z jakiego domu wychodzi. Jednym słowem – szkoła powinna dodawać skrzydeł. Ze zdobytą wiedzą i umiejętnościami dzieci wyruszają w dorosłość. Dlatego szkoła powinna też motywować do jak najintensywniejszego wysiłku. W naszym świecie to banał. A w Afryce…?

Trudno tutaj rozwinąć skrzydła...

Można odnieść wrażenie, że obowiązek szkolny w Gambii to bardziej obowiązek niż nadzieja na lepszą przyszłość. Można odnieść wrażenie, że często pojawienie się w szkole w białych skarpetkach i czystym mundurku stanowi już szczyt mistrzostwa. Piaszczyste, pokonywane na piechotę drogi, pył na szkolnym podwórzu, zdarte i dziurawe betonowe podłogi klas lekcyjnych. Smutny obraz gambijskiej rzeczywistości. Otrzymywane od rządu środki na remont szkoły są mikroskopijne, szczególnie w sytuacji, kiedy wszystko wokół wymaga remontu. Brak też pomysłu, co zrobić.

W tej rzeczywistości pojawia się inny świat. Wspaniały świat, w którym wszystkie te problemy nie istnieją, gdzie chciałoby się żyć. Gdzie jest ten świat? Na małym ekranie telefonu komórkowego, często popękanego i odrapanego, ale zapewniającego dostęp do internetu i bajecznych obrazów z krajów europejskich lub Ameryki Północnej. Każde gambijskie dziecko może się łatwo przekonać, że „tam” wszystko jest. Czy ten obraz motywuje do pracy nad sobą? Nie. Jest u źródeł marzenia o wyrwaniu się tam gdzieś, do innej rzeczywistości. Braki w zdobywanej w ciężkich warunkach wiedzy powodują, że w tym wyobrażeniu – o czym często mieliśmy okazję się przekonać – Europa to jeden twór, gdzie wszyscy używają języka angielskiego lub francuskiego, posługują się euro lub dolarami i mają śródziemnomorski klimat.

Nie można zabierać ludziom marzeń, ale można im pomóc, żeby zdobyli szeroką wiedzę pozwalającą na rozumienie świata i umiejętności, które umożliwią im budowanie wokół siebie lepszej rzeczywistości. Jeśli sprawdzą się w tym, na pewno cały świat będzie stał przed nimi otworem.

Marzenia o szerokiej wiedzy kończą się w tej zdewastowanej bibliotece...

Szkoła we wsi katolickiej, jedynej w muzułmańskiej Gambii

Miejscem naszych działań jest wyjątkowy ośrodek. W Kunkujang w Gambii jest Zespół Szkół im. św. Franciszka z Asyżu. Przedszkole, szkoła podstawowa, gimnazjum i liceum. Uczęszcza do nich prawie 3 000 uczniów. Są wśród nich mieszkańcy Kunkujang i katolickich enklaw w okolicznych wsiach, ale też dzieci muzułmańskie z okolicznych wsi.

Kiedy kończą się lekcje, na ulice wylewa się fala dzieci...

Ponieważ relacje muzułmańsko-chrześcijańskie są tutaj bardzo dobre, nikomu to nie przeszkadza. Widać jednak, że katolicy wolą, by ich dzieci uczyły się w katolickich placówkach – stąd ich wielka determinacja w budowaniu małych szkółek i wysyłanie starszych dzieci do tej naszej, choć jest od nich daleko. Program w szkołach katolickich i muzułmańskich jest taki sam. Główna różnica polega na tym, że w szkołach muzułmańskich obowiązuje tamtejszy strój i reguły (dziewczęta noszą nakrycia głowy zakrywające włosy) oraz nie ma lekcji religii.

Szkoła jest zarządzana przez salezjanów, ponieważ cała wieś to efekt starań i wysiłku ks. Sharpa, duchownego, który w latach 70. został skierowany z posługą duszpasterską do grupy uchodźców z Gwinei Bissau. Jednym z pierwszych założycieli i filarów tej misji (w czteroosobowym zespole z Peru, Nigerii i Indii) był polski misjonarz – ks. Piotr Wojnarowski SDB. Wprowadził on tam salezjański charyzmat pracy z najuboższą młodzieżą.

Chciałabym dodać, że Zespól Szkół w Kunkujang jest w Gambii jedyny w swoim rodzaju. To publiczna szkoła zarządzana przez księży salezjanów, w jedynej w muzułmańskiej Gambii wsi katolickiej. To trochę wstyd, że wszystkie okoliczne szkoły prowadzone przez muzułmanów są już dawno wyremontowane, a ta staje się coraz mniej konkurencyjna - mówi Anna Kister, która wspólnie z mężem od lat wspiera tę szkołę i jest inicjatorkę tej zbiórki.

Kim jesteśmy i dlaczego pomagamy?

Anna Grażyna Kister, absolwentka KUL, działaczka opozycji antykomunistycznej, pisarka. Mąż, Włodzimierz Domagalski-Łabędzki, absolwent Uniwersytetu Łódzkiego, działacz opozycji antykomunistycznej, pisarz.

10 lat temu zobaczyliśmy afrykańską biedę i poprosiliśmy ss. klawerianki o więcej informacji i to one, w kolejnym roku, skontaktowały nas z salezjanami, którzy właśnie obejmowali parafię w Kunkujang. Od tej pory, rok po roku, staraliśmy się zaspokoić większe i mniejsze potrzeby tamtej społeczności. W Kunkujang bywamy co roku od 2018, za każdym razem realizując jakiś projekt. W ten sposób poznaliśmy miejscowych, z wieloma zaprzyjaźniliśmy się, znamy ich potrzeby i możliwości. Zaskarbiliśmy też sobie ich zaufanie i to umożliwia nam realizowanie kolejnych pomysłów.

Oddajemy głos Annie Kister. Razem z mężem od lat zostawiają w Kunkujang serce i mnóstwo pracy – oto jej osobista relacja z tego, co wspólnie udało się już dokonać

W czasie ostatniego wyjazdu do Kunkujang w Gambii mieliśmy poważny dylemat – nie udało się nam zebrać pieniędzy pozwalających na wykonanie założonych, bardzo ambitnych celów. Ale to, co zebraliśmy, postanowiliśmy wykorzystać na poprawę warunków w zespole szkół w Kunkujang. Ponieważ wcześniej wysłaliśmy tam paletę m.in. z płytkami podłogowymi do przynajmniej jednej sali lekcyjnej (przypominam, że te sale mają najczęściej po 90 m2), zamiarem minimum było położenie tej podłogi, a potem Jak Bóg da.

Poniżej zdjęcia przedstawiające podłogę przed i po remoncie.

I Bóg dał. Przede wszystkim trochę rozsądku. Kiedy podłogi były kładzione i szukaliśmy, co by tu jeszcze z podłogami zrobić, popatrzyliśmy do góry i zobaczyliśmy dziury w dachu. Co dają nowe podłogi, jak deszcz leje się na głowę? Problemem było to, że na wymianę całego dachu pieniędzy było za mało.

Trochę się miotaliśmy. Bo dach ważny, a pieniędzy nie rozmożymy. Wtedy pojawił się pomysł, którym udało się „zarazić” dyrekcję szkoły. Czy, jeśli możemy dołożyć do tej wymiany dachy więcej niż połowę potrzebnej kwoty, to szkoła i rodzice dołożą resztę? Czy skupić się na mniejszych wyzwaniach?

Dyrektor szkoły i Komitet Rodzicielski powiedzieli „tak”. A oto efekt tej współpracy nowy dach.

Udało się! Nowy dach przykrył aż 400 metrów kwadratowych powierzchni

Wcześniej przymierzaliśmy się – w ramach mniej ambitnych projektów – do wyremontowania jednego z rozpadających się ciągów komunikacyjnych wzdłuż jednego z budynków szkolnych (jest ich razem około dziesięciu).

Tak wyglądają...

W chwili, kiedy zaangażowaliśmy się w wymianę dachu – wiadomo było, że tym się już nie zajmiemy. Ale… Zdejmowane z budynku stare blachy są w całej Afryce cenną rzeczą. Dyrekcja szkoły chciała je wykorzystać do ogrodzenia ogródka, chyba część rozdać. Wtedy zaproponowaliśmy, żeby je sprzedali i dołożyli to do remontu ciągu komunikacyjnego. Decyzja zapadła szybko. Kiedy przed wyjazdem kupiłam farbę do betonu i zapytałam, co teraz z tym podestem będzie, usłyszałam odpowiedź: Jak to co, mamy pieniądze ze sprzedaży blach i remontujemy. I wyremontowali.

A taki był efekt...

Nowe wyzwania – na co zbieramy tym razem?

Przed powrotem do Polski umówiliśmy się z dyrektorem Senior School, że następnym razem wspólnie, z udziałem miejscowej społeczności, będziemy kontynuować remont zespołu szkół. Zinwentaryzowaliśmy najważniejsze potrzeby:

1. Wymiana dachów na dwóch kolejnych budynkach, w tym w jednym z nich dachu i konstrukcji dachu. Potrzebujemy: 15 600 zł (780 m² dachu po 20 zł za metr).

2. Zakup 3 szaf z kluczem do pokoju nauczycielskiego w Senior School, takich, jak dwa lata temu kupiliśmy do Basic School (niestety, wszystko ginie i nauczyciele nie mają gdzie zostawiać swoich rzeczy). Potrzebujemy: 1800 zł (3 szafy po 600 zł każda).

3. Podłogi – minimum wyrównanie powierzchni jednej sali lub ciągu komunikacyjnego i pomalowanie farbą do betonu. Potrzebujemy: 1500 zł.

Do tego dojdą jeszcze koszty transportu, co da w przybliżeniu kwotę 20 000 zł.

Właśnie w ten sposób kontynuujemy poprzedni projekt i prosimy o wsparcie. Każda wpłata to krok bliżej do szkoły, która naprawdę „dodaje skrzydeł”. Dziękujemy za Waszą pomoc!

Wyobraź sobie szkołę, która zamiast dawać nadzieję na lepszą przyszłość, straszy zdewastowanymi klasami, dziurawym dachem i zrujnowaną biblioteką. Tak wygląda rzeczywistość w Zespole Szkół im. św. Franciszka z Asyżu w Kunkujang – jedynej katolickiej wsi w muzułmańskiej Gambii. Choć uczy się tu blisko 3 000 dzieci różnych wyznań, a relacje są pełne szacunku, placówka drastycznie niszczeje i przegrywa konkurencję z zadbanymi szkołami w okolicy.

Anna Kister i Włodzimierz Domagalski-Łabędzki od 2018 roku regularnie wracają do Gambii, by osobiście zmieniać ten smutny obraz. Wspólnie z misją salezjanów, dyrekcją i komitetem rodzicielskim dokonali już niemożliwego – zebrali środki i zmobilizowali lokalną społeczność, by położyć nowe podłogi i wymienić aż 400 m² zniszczonego dachu!

Dzieci z Kunkujang marzą o lepszym świecie, który widzą jedynie na popękanych ekranach telefonów. Nie zabierajmy im marzeń – dajmy im edukację i narzędzia, by sami mogli budować lepsze jutro wokół siebie. Przed nami kolejny krok. Zbieramy fundusze na:

  1. Wymianę dachów i konstrukcji dachowych na dwóch kolejnych budynkach.

  2. Zakup zamykanych szaf dla nauczycieli do Senior School, by chronić ich rzeczy przed kradzieżami.

  3. Wyrównanie i odnowienie zniszczonych podłóg betonowych.

Każda wpłata to realny krok bliżej do bezpiecznej, czystej szkoły, która naprawdę „dodaje skrzydeł”. Pomóż nam kontynuować to dzieło!

Wybierz metodę płatności
Dane osobiste

Zapisz mnie do newslettera
Terminy

Suma darowizn: 50zł